Archiwum grudzień 2016


gru 08 2016 Uzależniony.... I co dalej ???
Komentarze: 2

 

Mam na imię Daniel. Jestem 37 - letnim ojcem i mężem. Posiadam własną firmę i nieźle sobie z nią radzę.

Celem tego Bloga nie jest zysk, a świadome wyrzucenie z siebie myśli i uczuć. Ogólnie mówiąc będę pisał o sobie i o tym czego doświadczam i co przeżywam.
Temat dotyczyć będzie głownie alkoholu.
Otóż jakiś czas temu,dowiedziałem się, że jestem uzależniony. Do picia zawsze miałem pociąg. Jednak w ostatnim czasie, zdarzało się to zbyt często. Jesienna pogoda połączona z nadmiarem alkoholu doprowadziła mnie do depresji.


Najpierw trochę o piciu...

 
Od trzech lat było dość regularne. Średnio mogę przyjąć że wypijałem 3-4 piwa dziennie, a w sobotę do bólu. Jednak nie to jest najważniejsze, ale fakt, że alkohol był dla mnie lekarstwem. Dawał ukojenie, spokój i siłę, których nie było w czasie trzeźwości. Najbardziej dokuczliwe było w czasie trzeźwienia: lęki, które mijały po browarku. Moim zdaniem to głownie przyczyniło się do uzależnienia. Ostatecznie, bezradność i niechęć do życia spowodowały potrzebę konsultacji ze specjalistą. Decyzja była szybka, działanie błyskawiczne. Znalazłem się w prywatnym gabinecie psychoterapeuty.
 

Trochę o terapii....

 
Pani terapeutka zajęła się mną. Poleciła mi swojego zaprzyjaźnionego psychiatrę i zaproponowała długo falową terapię, która miała na celu ułożenie sobie pewnych spraw. Pytanie jakich - na tamtą chwilę powinienem je zadać ale nie przyszło mi to do głowy.
Pani psychiatra podobno z bardzo dobrym podejściem do pacjenta oraz z bardzo dużą skutecznością działania, na wizycie zachowywała się jakby była obrażona na cały świat. Zlekceważyłem to i bez namysłu zacząłem brać leki, które mi przepisała. Byłem "podjarany" bo uwierzyłem, że terapia i leki mogą mi pomóc. Zaczęły się spotkania. Wyglądały trochę jak towarzyskie, ale Pani zachowywała swoją prywatność. Podkreślam, że przed pierwszym spotkaniem przestałem pić. Rozmowy były luźne z delikatnym naciskiem na alkohol. Moje samopoczucie polepszało się. Wpływ leków połączony z dużym zaangażowaniem z moje strony w terapię, robił swoje. Wydawało mi się, że jestem na dobrej drodze. Do momentu, kiedy podczas jednego ze spotkań, pani terapeutka stwierdziła, że mój stan jest bardzo ciężki, że mam potężne wahania nastroju a o moim poziomie zaawansowania alkoholizmu, świadczy głód alkoholowy. Ponadto większość moich myśli, uczuć i pragnień jest chorobliwa. Załamałem się bo uznałem, że wszystko nad czym pracowałem w czasie terapii było bez sensu. Spotkania dla mnie były toksyczne, budziła się chęć częstszych spotkań i niecierpliwe oczekiwanie na następne. Jestem pewny, że nie miałem żadnych wahań nastroju, które mogłyby odbiegać od normy a tym bardziej objawów głodu alkoholowego tzn. tęsknoty, uczucia braku czegoś, natrętne myśli o alkoholu, niepokój.
"Przespałem " się z tym i zdecydowałem, że muszę odpocząć od terapii i ułożyć sobie parę spraw samodzielnie. Czułem się tą terapią zmęczony. Zacząłem podejrzewać, że pani terapeutka nie ma pojęcia o moich problemach. Następnego dnia zadzwoniłem do niej. Z dużą grzecznością przeprosiłem i poprosiłem o zawieszenie terapii, nie rezygnując z niej. Pani z przemiłej osoby stała się chłodna i dało się odczuć, że się obraziła ( podkreślam, że miesięczna terapia u niej to koszt 1200 zł + wizyty u psychiatry). Ta zmiana nastawienia terapeuty do mnie jako pacjenta, otworzyła mi oczy. Postanowiłem reagować.
 

Terapeuta nr 2....

 
Tego samego dnia zapisałem się do Państwowej Poradni Odwykowej na wizytę u terapeuty. Potrzebowałem diagnozy a przy okazji potrzebowałem wizyty u psychiatry w celu uzyskania recepty na lek, który mi się kończył. Pani "Obrażalska" bohaterka wcześniejszego wpisu, miała mi ją załatwić i nawet przyjęła na poczet tego pieniądze. Kiedy stwierdziłem, że chcę zawiesić terapię, wycofała się z tego. Efekt tego był taki, że nie miałem leków i jednocześnie bałem się syndromu odstawiennego.
Wracając do pani terapeutki z państwowej poradni, po godzinie kompetentnej rozmowy, zdiagnozowała u mnie uzależnienie we wczesnym stopniu rozwoju. Moje odczucie do niej było jak najbardziej pozytywne. Wydawało mi się, że jest profesjonalistką i wie co robi. Bez dłuższego namysłu zapisałem się na kolejną wizytę. Odzyskałem nadzieje. Było fajnie do czasu, kiedy wszedłem do gabinetu psychiatry. Podkreślam, że zapisałem się wcześniej na wizytę. Pan doktor, nie odpowiadając na moje dzień dobry, stwierdził, że nie ma mnie na liście pacjentów w komputerze i nie może mnie przyjąć. Moje próby proszenia i wyjaśniania wyjątkowej sytuacji, odbierane były przez niego jako chamstwo. Po chwili rozmowy, stwierdził, cytuję" że my się chyba nie polubimy" a po chwili wyrzucił mnie z gabinetu.
Przyznam, że osoba, która zajmuje tak odpowiedzialne stanowisko w tej poradni tak mnie potraktowała, jako osobę chorą i proszącą o pomoc - zwalił mnie z nóg.
Wróciłem do domu z problemem. Próbowałem się z tego otrząsnąć, nadal nie piłem i nadal nie odczuwałem głodu alkoholowego. Byłem przybity i bałem się tego co ze mną będzie. Po woli dochodziła do mnie myśl, że skoro nie mogę liczyć na pomoc innych, muszę działać sam.
 

Moja Osobista Terapia....

 
Zacząłem szukać informacji nt. alkoholizmu...
Jest wieczór, zacząłem pisać tego Bloga. Cały czas analizuję to co się stało. Mam uraz do terapii. Upewniam się w przekonaniu, że bez specjalistów, którzy moim zdaniem czasami mają większe kłopoty niż my chorzy, nie są w stanie mi pomóc.
W tej sferze interes powinien być na drugim miejscu, a na pierwszym człowiek. Jednak jest odwrotnie.
Psychiatra wg mnie nie chciał mnie przyjąć z prostej przyczyny... Nie było mnie na liście pacjentów i w związku z tym on nie mógłby się za mnie rozliczyć z NFZ.
 Ogólne moje zdanie na temat specjalistów od umysłów jest takie, że bazują na ludzkiej krzywdzie, wymuszają szacunek do siebie a jednocześnie są bardzo chamscy. Zarabiają na nas potężne pieniądze, nie ponosząc konsekwencji za błędy i decyzje, ograniczając swoją odpowiedzialność w miarę możliwości.
Koniec czegoś zapoczątkował nową drogę o której właśnie chcę pisać....
Droga ta prowadzi do TRZEŹWOŚĆI !
Pomimo wszystkiego nie piję i nie mam głodu alkoholowego. Pojawiły się myśli, że muszę dać radę sobie sam. Chcę  udowodnić , że nie muszę być martwym człowiekiem zaprogramowanym na niepicie. Chcę być decyzyjny i dokonywać świadomego wyboru czy wypiję czy nie. A nie bać się że jeżeli wypiję jeden kieliszek to będzie koniec mojego życia...

Nie chcę obrazić nikogo, kto przeszedł z powodzeniem terapię alkoholową. Ja jednak uważam, że potrzebuję czegoś innego. Nie chcę być przesiąknięty bezmyślną wiarą, że całe nieszczęście, które mnie w życiu spotkało, spowodował alkohol. Szczerze mówiąc straty związane z piciem mogę zminimalizować tylko do strat związanych ze złym samopoczuciem.

Ja Daniel, oświadczam, że podejmuję próbę wyjścia z nałogu bez pomocy terapeuty, co według zasad jest niemożliwe. W trakcie osiągania tego celu, będę sukcesywnie opisywał swoje przeżycia.
Jeżeli to czytasz... i Cię to zainteresowało... spodziewaj się CUDU.
Jeżeli nie będę pisał... to znaczy, że popłynąłem.